Jest gościu niesamowity. Dzisiaj patrzyłam i patrzyłam jak mówi, jak opisuje co ma do zrobienia, co zrobił, z czym są problemy, gdzie są wątpliwości.. łooo, musi mieć swietną wyobraźnię przestrzenną, i myślenie abstrakcyjne. Momentami prawie można było zobaczyć co jest w krórym miejscu dookoła jego głowy, prawie wyciągał ręce żeby tą rzecz dotknąć, obejrzeć, przyjrzeć się bliżej. Pokazywał w przestrzeń gdy o czymś mówił, ruchem głowy nieznacznym, gdy zmieniał temat patrzył już w inne miejsce. A pozostałą część czasu siedzał tylko ze spuszczoną głową i zmarszczonymi brwiami, jakby wyłączony z tego co się dzieje dookoła. Tylko wybuch śmiechu od czasu do czasu zdradzał że jednak słucha co się dzieje, i to bardzo intensywnie słucha. Ten jego śmiech mógłby nawet zabrzmieć nie na miejscu i dziwnie, wręcz szaleńczo, bo nikt inny się nie śmiał ani nie żartował. Może ktoś pomyślał że śmieje się z czego co mu się przypomniało, że zatopiony jest tak we własnych myślach. Ale myślę że po prostu na bardzo własny sposób wszystko odbiera i interpretuje. Przy tym nie obchodzi go reackja innych, nie to że jest głupio zarozumiały jak na początku mi się wydawało, ale to wygląda jakby wiedział już, że wszystko co robimy na tej planecie to tylko niezręczne błazeńskie próby, że wszystko jest w gruncie rzeczy przewidywalne i mało znaczące, i w zasadzie głównie zabawne. Podoba mi się to podejście.
I, ono również myślę wynika z wysokiej zdolności myślenia abstrakcyjnego. Hmm ciekawe, pewnie różni ludzie mają tą zdolność rozwiniętą na różnym poziomie. Może ciekawa byłaby próba oceny tego u konkretnych osób, ciekawe czy nie jest czasem tak, że łatwiej mi się dogadać z ludźmi którzy myślą bardziej w ten sposób.
piątek, 15 czerwca 2012
środa, 13 czerwca 2012
I w cierpliwości wytrwam w samotności.
Siedząc bez ruchu czułam jak przedziera się, przez kolejne warstwy, próbuje się dostać na powierzchnię, uczucie rozbicia i pustki. I jak bardzo wdzięczna byłam sobie, czasowi, i za te wszystkie chwile gdy nie dałam rady, bo teraz już wiem, bo teraz już umiem, stworzyć powłokę, przez którą moje myśli mnie nie zranią. A czuję jak wwiercają się od spodu, próbują stworzyć oskarżenie, beznadzieję, dramat. Patrzę na to wszystko z boku, i tak, i wiem że w gruncie rzeczy niczym jestem i nikim. I śmiać mi się chce na moje myśli na moje zwidy urojenia. Siedzę tam tak i obserwuję swój chory świat, z którego i tak nigdy się nie wydostanę. Rezygnacja. W spokoju wytrwam co najgorsze, a wiem że to dopiero nadchodzi.
I co, powie ktoś nie przejmuj się, nawet nie wiesz kiedy życie się odmieni. Oj nie. Że co, że ktoś mnie znajdzie weźmie za rękę, wyprowadzi stąd? O nie. Nie ma takiej osoby, każdy zajęty jest swoimi sprawami a moja osoba nie gra w tym żadnej roli. Że ktoś mógłby mnie chcieć poznać, sama bym nie chciała. Nie daję się już nabrać na bzdety. Wyrosłam ze złudzeń. Wracam do punktu wyjścia. Do zimnej polarnej krainy. Ale teraz przynajmniej mam namiot.
Moim zadaniem nie jest znalezienie kogoś. Przyjaciół, partnera. Moim zadaniem jest nauczenie się żyć samemu. Wysłali cię na militarne szkolenie żebyś umiał szybko się zabić. Na nic innego i tak nie będzie szans.
Możesz się miotać, możesz się żalić wszystkim wokół, możesz krzyczeć że to niesprawiedliwe, może nawet spróbujesz szantażować los, mówić że jeszcze trochę i się całkiem poddam - ale gdy naprawdę się poddasz, nie powiesz nic tylko weźmiesz sznur. Jest ogromna różnica między zwykłym smutkiem a moim teraz. Na zwykły smutek człowiek się nie godzi, jest jego ofiarą. Spada samolot i spada. Boimy się, mamy nadzieję. A teraz spadł. I nie, nikt nie przeżył. I tak, rozpieprzył się w drobny kurna mak. I tak, nie szukam już niczego. Nie czekam już na nic.
Całe moje zachowanie w stosunku do ludzi, całą powierzchowność mam wyuczone. Wystarczy na kilka tygodni sobie odpuścić i czuję się jak niepełnosprawna umysłowo. Nic się nie zmieniło. Bo ludzie się nie zmieniają. I nie mam dziś siły grać.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Też bym tak chciał
Nie rozumiem trochę niektórych ludzi. Czasem jest spotkanie reintegracyjne w pewnym mieście w Polsce. Ktoś nie przyjedzie bo ma dużo nauki. Bo za daleko, aż 300km. Bo nie ma kasy na bilet. Kurde. Ja kombinuję jakie połączenie samolotowe znaleźć żeby być na te parę dni, a innym się nie chce dupy ruszyć z miasta do miasta. A potem narzekają jakie to życie nudne. Że też by chcieli tak imprezować, jeździć, mieć znajomych. Koleżanka napisała że nie pojedzie na wycieczkę swoich marzeń co się nadarzyła (w dość elastycznym terminie), bo ma wesele, i do tego pracować musi. Przecież są weekendy. Przecież są dni wolne, można wykminić urlop. Przecież jest autostop, przecież nie jesteśmy niewolnikami. A niestety niektórzy tak żyją.
Nie wiem, jak pojechałam o tak o sobie po Europie to wszyscy mówią ale super, ale ci fajnie, też bym tak chciał/chciała. No to pytam na co czekasz? Co cię trzyma? Aaa, bo.. Nie masz kasy, na autostop i couchsurfing dużo nie trzeba, jak wynajmiesz komuś mieszkanie na ten miesiąc to ci się zwróci, nie masz czasu, masz miesiąc urlopu w roku, więc co? No... że ci się tak chce.
Kurczę czy naprawdę jest aż tak źle że chęci są właśnie tym czego brakuje by zrealizować marzenia? Trochę głupie, co..
Jasne, ktoś powie że w Polsce się nie da, że nie ma pracy, nie ma środków, ale wcale nieprawda, nie trzeba zaraz lecieć z biura podróży nie wiadomo gdzie (co i tak może być tańsze niż się wydaje). Zorganizowanie głupiego wyjazdu nad jezioro ze znajomymi już było nie lada wyzwaniem. Bo jak zwykle, nie ma czasu, nie ma pieniędzy, no i jeszcze na koniec pogoda nie taka. A potem wspominanie przez kilka lat jak to super było wtedy nad jeziorem. Kurde.. przecież.. 7zł bilet, jeden weekend. Życie dzieje się właśnie tu i teraz, nie ma sensu odkładać życia na później.
Nie wiem, jak pojechałam o tak o sobie po Europie to wszyscy mówią ale super, ale ci fajnie, też bym tak chciał/chciała. No to pytam na co czekasz? Co cię trzyma? Aaa, bo.. Nie masz kasy, na autostop i couchsurfing dużo nie trzeba, jak wynajmiesz komuś mieszkanie na ten miesiąc to ci się zwróci, nie masz czasu, masz miesiąc urlopu w roku, więc co? No... że ci się tak chce.
Kurczę czy naprawdę jest aż tak źle że chęci są właśnie tym czego brakuje by zrealizować marzenia? Trochę głupie, co..
Jasne, ktoś powie że w Polsce się nie da, że nie ma pracy, nie ma środków, ale wcale nieprawda, nie trzeba zaraz lecieć z biura podróży nie wiadomo gdzie (co i tak może być tańsze niż się wydaje). Zorganizowanie głupiego wyjazdu nad jezioro ze znajomymi już było nie lada wyzwaniem. Bo jak zwykle, nie ma czasu, nie ma pieniędzy, no i jeszcze na koniec pogoda nie taka. A potem wspominanie przez kilka lat jak to super było wtedy nad jeziorem. Kurde.. przecież.. 7zł bilet, jeden weekend. Życie dzieje się właśnie tu i teraz, nie ma sensu odkładać życia na później.
niedziela, 3 czerwca 2012
"Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono" :(
W dziwny pokraczny sposób zawierała znajomości, niecierpliwie rzucając wszystko na pierwszy ogień, zabierając obcym całą frajdę z procesu poznawania się. Bez żadnych oporów opowiadała obcym o najintymniejszych szczegółach swojego życia, o ile chcieli słuchać. Tego szukała, kogoś kto będzie słuchał, kto będzie umiał ją poznać. Najlepiej i tak czuła się we własnym towarzystwie. W ciągłym poczuciu że jest inna, lepsza, ledwie zwracała uwagę na to co się działo dookoła. Kłębiące się uczucia i emocje utworzyły plątaninę stwierdzeń i urwanych zdań, pomysłów, i olśnień. W jednej chwili ktoś zostawał przyjacielem, ktoś inny kochankiem. Nie było już reguł, nie było logiki, nie było nawet sumienia. W tej ucieczce przed nadciągającą przepaścią, wyrzucała za burtę wszystko co udało się odciąć, oderwać. Nie potrzebuję niczego, myślała. Tak dostosowała swój tryb życia by łatwiej było w tym wirze wytrwać, na tej huśtawce pozytywnych i negatywnych emocji.
W dziwny pokraczny sposób zawierała znajomości, niecierpliwie rzucając wszystko na pierwszy ogień, zabierając obcym całą frajdę z procesu poznawania się. Bez żadnych oporów opowiadała obcym o najintymniejszych szczegółach swojego życia, o ile chcieli słuchać. Tego szukała, kogoś kto będzie słuchał, kto będzie umiał ją poznać. Najlepiej i tak czuła się we własnym towarzystwie. W ciągłym poczuciu że jest inna, lepsza, ledwie zwracała uwagę na to co się działo dookoła. Kłębiące się uczucia i emocje utworzyły plątaninę stwierdzeń i urwanych zdań, pomysłów, i olśnień. W jednej chwili ktoś zostawał przyjacielem, ktoś inny kochankiem. Nie było już reguł, nie było logiki, nie było nawet sumienia. W tej ucieczce przed nadciągającą przepaścią, wyrzucała za burtę wszystko co udało się odciąć, oderwać. Nie potrzebuję niczego, myślała. Tak dostosowała swój tryb życia by łatwiej było w tym wirze wytrwać, na tej huśtawce pozytywnych i negatywnych emocji.
poniedziałek, 28 maja 2012
Project Management
Jeśli klient zgłasza poprawkę do zaimplementowania, są dwa rozwiązania:
- zaimplementować
- wytłumaczyć że jest mu to niepotrzebne
.. z preferencją opcji nr 2.
bez kitu.
- zaimplementować
- wytłumaczyć że jest mu to niepotrzebne
.. z preferencją opcji nr 2.
bez kitu.
sobota, 26 maja 2012
"Dlaczego Finlandia"?!
Wyobraź sobie środek nocy, małe miasteczko. Widzisz ulicę, obok ulicy małe drzewa, a za tym rzędem drzew wzdłuż ulicy biegnie alejka. Po jednej stronie ulicy pagórek, po drugiej las, za którym rozciąga się jezioro. Jest ciemno, lampy oświetlają ulicę żółtym przygaszonym światłem. Beton jest jeszcze mokry po deszczu i w powietrzu czuć wilgoć parującego powietrza, jest ciepło. Jest druga nad ranem. Na niebie wolno przesuwają się najdziwniejsze kształty chmur i chmurek. Jest pusto, słychać tylko ciszę i śpiew ptaków.
Teraz wyobraź sobie że ktoś zapala światło. Światło pada pod kątem, prawie przy ziemi, jakby ktoś daleko za lasem zapalił olbrzymią latarkę. Przebija się z trudem przez chmury które nabierają szarego i niebieskiego koloru. Trawa staje się przesadnie zielona, pnie drzew nabierają ciepłego brązowo beżowego koloru, rzucają podłużne cienie na mokry beton. Wszystko wygląda tak nienaturalnie jakby było częścią modelu, miniaturki w studiu jakiegoś projektanta. I wtedy nagły powiew wiatru który porusza liście drzew, dźwięk tych liści, jakby każdego listka z osobna, zapach sosny, deszczu, trawy, to wszystko uświadamia ci że to wszystko jest realne. I idziesz przez tą scenerię, słysząc tylko ptaki, podziwiasz każde drzewo, każde źdźbło trawy.
Teraz wyobraź sobie dzień, jest zima. Właśnie spadł nowy śnieg, ten puch, ta najlepsza część zimy. Znowu jesteś w miasteczku, i chociaż jest to miasto to śnieg wszędzie jest nowy, nie ma roztopionej solą brunatnej mazi. Śnieg jest biały, świeży. Jest na drzewach, przymarznięty do gałęzi, leży na ziemi, ubity na ulicy. Tłumi wszelki dźwięk, tak że nawet nie słyszysz własnych kroków. Wszystko jest pomalowane na biało, i w pewnym momencie przypominają ci się pocztówki z zimą, świętym mikołajem, te sielankowe widoczki które zawsze wydawały się przerysowane, jakby z innej rzeczywistości, a teraz sam taki widok masz przed oczami. I teraz ktoś przygasza światło, i zmienia jego barwę na lekko niebieskawą. Tą niebieskawą poświatą oświetlone jest wszystko naokoło. Do tego opustoszała ulica i cisza.
Teraz wyobraź sobie że ktoś zapala światło. Światło pada pod kątem, prawie przy ziemi, jakby ktoś daleko za lasem zapalił olbrzymią latarkę. Przebija się z trudem przez chmury które nabierają szarego i niebieskiego koloru. Trawa staje się przesadnie zielona, pnie drzew nabierają ciepłego brązowo beżowego koloru, rzucają podłużne cienie na mokry beton. Wszystko wygląda tak nienaturalnie jakby było częścią modelu, miniaturki w studiu jakiegoś projektanta. I wtedy nagły powiew wiatru który porusza liście drzew, dźwięk tych liści, jakby każdego listka z osobna, zapach sosny, deszczu, trawy, to wszystko uświadamia ci że to wszystko jest realne. I idziesz przez tą scenerię, słysząc tylko ptaki, podziwiasz każde drzewo, każde źdźbło trawy.
Teraz wyobraź sobie dzień, jest zima. Właśnie spadł nowy śnieg, ten puch, ta najlepsza część zimy. Znowu jesteś w miasteczku, i chociaż jest to miasto to śnieg wszędzie jest nowy, nie ma roztopionej solą brunatnej mazi. Śnieg jest biały, świeży. Jest na drzewach, przymarznięty do gałęzi, leży na ziemi, ubity na ulicy. Tłumi wszelki dźwięk, tak że nawet nie słyszysz własnych kroków. Wszystko jest pomalowane na biało, i w pewnym momencie przypominają ci się pocztówki z zimą, świętym mikołajem, te sielankowe widoczki które zawsze wydawały się przerysowane, jakby z innej rzeczywistości, a teraz sam taki widok masz przed oczami. I teraz ktoś przygasza światło, i zmienia jego barwę na lekko niebieskawą. Tą niebieskawą poświatą oświetlone jest wszystko naokoło. Do tego opustoszała ulica i cisza.
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Ćwiczenia oddechowe
Ćwiczenia oddechowe, medytacje, sranie w banie. Tak myślałam kiedyś, potem trochę spróbowałam, kurde, no niby działa. Ale jak, dlaczego, chyba to autosugestia myślałam..
.. i tak ostatnio trafiłam na wykłady dr Dana Siegela na youtubie. No rozwaliło mnie, interdyscyplinarne podejście do sprawy przez neuropsychiatrę z wieloletnim doświadczeniem w leczeniu zaburzeń u dzieci. Więc chyba można uznać za wiarygodne źródło. Na Google TechTalks się wypowiadał.
I całkiem na marginesie i między innymi było odnośnie tego oddechu. Naukowo dowiedziono że ćwiczenia oddechowe zwiększają ilość komórek w częściach mózgu odpowiedzialnych za empatię i równowagę emocjonalną. Ale dlaczego tak się dzieje, nigdy nie mogłam zrozumieć co ma piernik do wiatraka. Aż tam padło wyjaśnienie. I zrozumiałam że skupianie się akurat na oddechu jest tylko jednym ze sposobów, akurat bardzo wygodnym i naturalnym, no i uniwersalnym. Ale chodzi o dwie rzeczy, nieporadnie tłumacząc z angielskiego: zdawanie sobie sprawy ze swojej świadomości i utrzymywanie uwagi na swoim zamiarze. I obie te rzeczy łatwo ćwiczyć skupiając się na oddechu.
Nie byłam też pewna jak ja mam się na tym oddechu skupiać. Szybko się zniechęciłam bo myślałam że skoro moga uwaga bardzo łatwo się rozprasza to widocznie coś robię źle. A właśnie o to chodzi. Żeby tą uwagę uparcie i ciągle przywracać, właśnie ten moment jest kluczowy. To jest takie świadome kierowanie myśli, kontrola tego strumienia. Właściwie to brzmi i wygląda teraz jak coś oczywistego, ale wcześniej tego nie rozumiałam.
Mówił też że jest w mózgu ludzkim ośrodek odpowiedzialny za moralność. Jest też ośrodek odpowiedzialny za intuicję. I to nie to że 'gdzieś tam jest', ale dokładnie wiadomo w którym miejscu.
I że myślenie jest determinowane przez układ komórek nerwowych. Ale też układ komórek nerwowych jest determinowany przez myślenie. Czyli że proces myślenia wpływa na budowę mózgu. I że dlatego można mózg całkiem przebudować i to w każdym wieku, jedynie odpowiednim myśleniem. Tyle że najczęściej się jest w zamkniętym kole, co jest zrozumiane skoro w tym systemie wyjście stanowi wejście i vice versa (ciekawe gdzie tam jest wejście na wolną wolę? bo gdzieś musi być). W ogóle gość tłumaczy z czysto fizjologicznego punktu widzenia różne zaburzenia psychologiczne, dokładnie wyjaśnia w których częściach mózgu co jest nie tak, i jak do tego najprawdopodobniej mogło dojść w dzieciństwie.
I na koniec, mimo że sprowadził człowieka do zbioru komórek, nadal jest tam miejsce na empatię, intuicję, moralność a nawet na coś co można nazwać duszą. Jak się tak tego słucha to powstaje intuicyjne pojęcie jakiegoś poziomu abstrakcji który się tworzy na skutek silnego skomplikowania tych wszystkich mechanizmów, i na tym poziomie abstrakcji można się tym zachwycić, i nie jest to wcale spłaszczenie pojęcia człowieka, i wcale nie stoi to w opozycji do koncepcji duszy, energii, medytacji, i tym podobnych, które na pierwszy rzut oka z nauką nie mają nic wspólnego. Facet nawet wyciąga fakty z fizyki i matematyki. Po prostu rozwala.
Subskrybuj:
Posty (Atom)