Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 października 2015

No ale nie zapomnę tego uczucia na tej ławce w parku.. takie uczucie ulgi, tak jak się człowiek czuje oglądając durny film gdy jedno w końcu znajduje drugie na lotnisku w ostatniej chwili, i krzyczy kocham cię a drugie wtedy wraca :P takie uczucie ulgi w całym ciele, nie tylko w głowie, kiedy sobie zdaje człowiek sprawę że wstrzymywał oddech dotąd i nareszcie zaczął znowu oddychać, i ta nagła ilość tlenu, i to rozluźnienie mięśni, i ta pustka myśli nagle, i spokój. I to nie po godzinie, po dwóch, po dniach, ale po miesiącach, wreszcie, i nareszcie.

Czasem bywa że reakcja ciała dopiero nam coś uświadamia. Czemu tak jest z ludźmi w tych czasach, że za dużo myślą. Jak niezwykle istotne jest być w kontakcie ze swoim ciałem. To jedyny obiektywizm jaki nam pozostał.

sobota, 10 października 2015

Zrozumiałam dwie rzeczy..

..dlaczego wcześniej nie wychodziło.

Kiedyś dostałam radę by nie obwieszczać na starcie że jestem tu tylko parę miesięcy, bo tak nikt mnie nie weźmie na poważnie, i tylko niepoważni będą zainteresowani. Tak robiłam ale nic to nie dało. Aż ostatnio do mnie tępej krowy dotarło: to nie tyle był problem w ich nastawieniu ale moim. Ja przecież całą sobą wyrażałam to "no dalej, powiedz, czy wyjdzie czy nie wyjdzie, no weź ja nie mam czasu, nie chce tracić czasu jeśli to ma nie wyjść". Ja to miałam w tyle głowy cały czas. Ja sama siebie stresowałam żeby sama sobie odpowiedzieć na to pytanie, tak szybko jak to możliwe. Żeby nie stracić czasu. Żeby jeszcze mieć więcej czasu na ten właściwy związek. Na te podróże z nim, a jeśli nie z nim, to sama przynajmniej, ale żeby nie tkwić w czymś co ma szanse na nieudanie. Żeby wykorzystać to co mam jak najefektywniej. Zachłannie.

Drugi czynnik, wiek. Dopiero teraz rozumiem jak mało oni wszyscy rozumieli. Rzeczy które brałam za przejaw nadwrażliwości były objawem braku zielonego pojęcia. To co brałam za brak szacunku było brakiem zielonego pojęcia. Brak zielonego pojęcia przeważał w większości chwil. Kompletna niekompetencja. I kompletny brak zainteresowania tym czym ja byłam. Nie z okrucieństwa, ale z definicji. Zwyczajnie, tak jak dzieci nie interesują się pewnymi sprawami, tak i oni nie interesowali się pewnymi.

Tak sobie myślałam, że często ludzie się boją że byli sami tyle czasu i że już zawsze będą sami. Ale jest pewien czynnik który to obala: czas płynie i wiek osób z którymi się spotyka jest inny. Więc jeśli nie działa teraz, może będzie działać za x lat. Wtedy ktoś powie 'ale wtedy wszyscy będą zajęci'. Cóż, faktycznie, większość będzie. Ale nie wszyscy. Jakaś szansa pozostaje, i myśleć że to właśnie na pewno nie mi się przydarzy szczęście jest to myśleć że jest się kimś wyjątkowym na skali reszty ludzi - co jest bzdurą oczywiście. Zawsze jest możliwe że wszystko będzie dobrze. Takie proste i logiczne, czyż nie. Życie się zmienia, zmieniam się ja, zmieniają się ludzie, nic nie pozostaje takie samo. To że teraz jest źle nie prognozuje wcale na przyszłość.

środa, 25 września 2013

hmm

powinnam sie otaczac ludzmi z ktorymi sie czuje dobrze. a nie tymi co sie napatocza. i nie tymi ktorzy mnie intryguja. nie tymi ktorzy mnie zaskakuja. nie. tymi z ktorymi sie dobrze czuje. bo tylko ci ludzie ze mna czuja sie dobrze niczego ode mnie nie oczekujac. tylko ci ludzie na koncu zostana. fajnie ze mam umiejetnosc gadania z kazdym, fajnie ze mama odwage poznac kogos nietuzinkowego, fajnie ze mam cierpliwosc wysluchiwac gdy ktos sobie nie zdaje sprawy ze ja nie mam ochoty rozmawiac. ale nie musze tym ludziom oddawac siebie, swojego czasu, pokladac w nich zaufania. bo ani im to nie pomaga ani mnie.

niedziela, 11 sierpnia 2013

czwartek, 8 sierpnia 2013

sometimes feeling too responsible for something is just a way to gain illusion of control over it. because the illusion of control beats the fear. but some things are just beyond our control, no matter how fearful they are.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Gymnastics class

Pomieszane mam odczucia. Choć ogólnie to fajnie jest tak znaleźć brakujący element układanki, taki co pasuje idealnie w to puste miejsce, w ten znak zapytania. Uświadomiłam sobie pewną rzecz o sobie. Nigdy nie miałam przyjaciół nawet jako dziecko nie bawiłam się z innymi dziećmi. Bo nie znałam innych dzieci. Nie wiem, może dlatego że rodzice nie mieli przyjaciół też. Zawsze byłam do tyłu, nie wychodziłam na podwórko nie biegałam..

...no i nic dziwnego że na wuefie byłam zawsze ostatnia. i to okropne uczucie, robię wszystko co mogę a nawet nie mogę nadążyć za resztą. jak mi wtedy było wstyd. jak nie wiedziałam co źle robię. jaki miałam żal do nauczycielki że zamiast mi pomóc, pokazać co źle robię to udawała że tego nie widzi. udawała że mnie nie widzi, nic dziwnego nie wiedziała co zrobić, nie chciało jej się nic robić. dopiero przy sprawdzianie burkała jakieś komentarze pod nosem, że "no, to tu jak zwykle". jak miałam ochotę jej wykrzyczeć: to powiedz mi co mam robić! daję z siebie wszystko ale nie ma żadnych efektów! Jak kiedyś powiedziała że kto zrobi skłon że dotknie brzuchem do ud dostanie szóstkę i jak przez miesiąc codziennie ćwiczyłam żeby mieć choć tą jedną dobrą ocenę, i mi się udało, a później na sprawdzianie stwierdziła że jednak sobie darujemy bo to za trudne. nic nie powiedziałam. obiecałam sobie że już do końca szkoły będę olewać wuef.

Jak pani w podstawówce urządziła zawody. Dwie drużyny, kto pierwszy. A potem opieprzyła mnie przed całą klasą że "nie czuję ducha rywalizacji". jak cały czas w domu mi mama powtarzała że trzeba brać interesy innych ludzi pod uwagę. to jak mogłam chcieć żeby przeciwna drużyna przegrała. ciągle sprzeczne wymagania, albo takie którym nie mogłam sprostać albo oczekiwania bez sprecyzowania o co chodzi. zakładanie że jestem jak inne dzieci.

A przecież ja uwielbiam sport. Uwielbiam biegać, pływać, ścigać się, grać w podchody. Dopóki mi to nie przypomni wuefu, uwielbiam. Ile dzieciństwa straciłam.

I tak całe moje życie, zawsze mi się obrywa przez to że ktoś założył że jestem taka jak większość.

czwartek, 14 lutego 2013

mój matrix

a jednak wszystko to matrix

już wiem dlaczego alkohol pomaga ludziom. alkohol wyłącza myślenie i wyższe funkcje mózgowe. empatię, samokontrolę i abstrakcyjne myślenie. ludzie są szczęśliwsi gdy myślą jak zwierzęta! są szczęśliwsi gdy są upośledzeni. gdy nie myślą. dlaczego w drodze ewolucji wykształciliśmy wyższe funkcje myślowe, mimo że powodują one złe samopoczucie? widać złe samopoczucie nie jest  istotne dla przetrwania. a może nawet pozytywne? ha? wyższość interesu ogółu nad interesem jednostki. niby żyjemy wszyscy we własnym matrixie a jednak istnieje jakaś kolektywna miara przydatności jednostki dla ogółu.

denerwujesz się martwisz się na kimś ci zależy za kimś tęsknisz ktoś cię rani ktoś daje ci nadzieję komuś przebaczać o kimś myślisz masz nadzieję zastanawiasz się próbujesz prosisz o przebaczenie na kogoś czekać komuś pomagasz

a potem się okazuje

że to wszystko było tylko w twojej głowie. że tak naprawdę nie ma NIKOGO. tylko ty i twój matrix. jak astronauta patrzący na Ziemię z kosmosu. potrafisz sobie wyobrazić tą samotność? bo ja potrafię. i innej rzeczywistości już chyba nie ma.

czwartek, 17 stycznia 2013

Każdy ma swoje miejsce na Ziemi

Każdy ma swoje miejsce na Ziemi. Nawet jeśli do końca życia zostanę sama, znaczy to tylko tyle że ewolucja uznała że lepiej mnie wyeliminować. Dla dobra ludzkości. Koniec końców wszystko ma sens :) więcej wiary!

czwartek, 27 grudnia 2012

bo to chodzi o to..

Bo to chodzi o to żeby żyć świadomie. Na różne sposoby można to osiągać, można muzyką klasyczną, można medytacją, można bieganiem. Celem jest by żyć świadomie.

środa, 5 grudnia 2012

Następny koniec świata

To jak chodzenie po linie. Jeden zły krok i lecisz. Na moment odwrócisz uwagę i lecisz. Spojrzysz w bok i lecisz. Tak łatwo mi wypaść z emocjonalnej równowagi. To jest jak jakaś substancja psychoaktywna, jak alkohol, jak napad. Po tym jak minie nie rozumiem wcale o co mi chodziło. Pamiętam czasy gdy w tym stanie byłam prawie non-stop. Liceum. Potem było lepiej, zostawało już tylko na parę tygodni, dni, teraz czasem udaje się już w jeden dzień z tym uporać. Ale co w życiu sobie namotam to namotam. Wysyłanie wiadomości, wydzwanianie, "musimy porozmawiać", "bo mi się wydaje", "męczy mnie to", "już nie mogę", "zostaw mnie w spokoju", "albo pogadamy teraz albo nie chcę cię znać", "nienawidzę cię". W momencie gdy to piszę wydaje się to takie prawdziwe i oczywiste. I wszystko w uczuciu totalnego rozbicia, poczuciu zagrożenia, jakby conajmniej trzecia wojna światowa się rozpętała. Jakby ktoś chciał mnie zabić. Czuję że muszę się bronić, że zrobię wszystko żeby oddać cios, jeszcze zanim nadejdzie. Emergency. Ogromny stres. Nie mogę myśleć, chcę gdzieś uciec, się schować. w osobach na których mi zależy nagle widzę największych wrogów.

Staram się wtedy nic nie robić. Idę do domu, śpię. Tłumaczę sobie że to tylko kolejny napad, że nie mam racji, że wszystko co w tym momencie dociera do mojej świadomości jest zniekształcone przez mój strach. Że nie wolno mi sobie ufać. Czasem się udaje przeczekać. Czasem nie. Czasem zaczynam wierzyć w to, i podejmować działania. Kiedyś jak przeszło nie potrafiłam się przyznać że byłam w błędzie. Teraz chociaż potrafię, przyznać się przed sobą. Dzięki temu nauczyłam się z tego stanu trwale wychodzić.

Tylko jak to potem wyjaśnić drugiej osobie? Jak to w ogóle wygląda dla innych? Myślę że niezbyt dobrze skoro właśnie w ten sposób tracę ludzi ze swojego życia. Chciałabym to zrozumieć, ten mechanizm. Ale się go boję. Gdy jestem w środku nie widzę niczego poza tą moją paranoją. Jak jestem na zewnątrz, jak teraz, to boję się do tego wracać myślami. żeby znowu w to nie wpaść.

Nie wiem jeszcze jak z tego wyjść. To jak ze snem. To jak z budzeniem się samemu w śnie. Bardzo ciężko jest się obudzić, nawet jeśli sobie człowiek zdaje sprawę że śni. Jedyne co pozostaje to czekać. Ale czasem już nie można znieść tego koszmaru. Czasem ma się ochotę skoczyć we śnie, uderzyć się, wpaść pod samochód, żeby tylko się obudzić. Wtedy wysyłam te durne wiadomości, i czasem daje to tego kopa którego mi było trzeba. Tylko że wtedy tracę ludzi. Tak się boję że znowu kogoś straciłam.

Jak to wyjaśnić? czy jest sens wyjaśniać? czy ktoś kto tak nie ma mógłby mnie w ogóle zrozumieć? Czy ktoś mógłby pomyśleć że jestem wariatką?

niedziela, 18 listopada 2012

Precious Illusions

Dotarła wczoraj do mnie ważna rzecz. Dwadzieścia siedem lat mi to zajęło, zdanie sobie sprawy która jest oczywista, ale też ważna, kluczowa. Jest ten taki mit o szukaniu 'tej osoby', 'tej jedynej'. Nie wiem dlaczego ale i gdzieś w głowie takie coś mam zakodowane, że wiem jak to będzie wyglądać i jak się będę czuć jeśli tą osobę spotkam. Co jest totalną ściemą! Bo ten mój obraz jest tak cholernie wypaczony naiwną wizją królewicza i księżniczki, albo pary z komedii romantycznej. Aż mi głupio przed sobą za tą naiwność. Dlatego pewnie tak głęboko to siedzi w głowie i tak rzadko dochodzi do świadomości. Bo sama widzę tą naiwność. A jednak, szukam królewicza.

To nie jest tak. To nie jest takie czarno białe. Pamiętam jak byłam dzieckiem miałam ogromny problem odpowiedzieć sobie na pytanie co to znaczy kogoś kochać. Później się zastanawiałam jak mam to zrobić żeby wiedzieć która osoba jest odpowiednia. I na tym etapie skończyło się myślenie a zaczęło przejmowanie stereotypów. Błąd. Pomyślałam sobie wczoraj co gdyby teraz usłyszeć: 'hej, te wszystkie wskazówki to jednak były złe, sory ale dopiero teraz odkryliśmy to, w zasadzie mówimy wam tylko żebyście wiedzieli, nie mamy pojęcia teraz jak szukać tej osoby, nie wiem, wymyślcie coś sami'. I zaczęłam myśleć jak bym szukała. I zdałam sobie sprawę oczywistą, że każdy jest inny, związek z każdą osobą jest inny, i to nie tak inny jak do tej pory myślałam, że główny motyw jest ten sam (miłość), a tylko różnią się szczegóły (charaktery). Nie, wszystko jest inne. Nie wiem czym jest miłość do tej pory, może gdzieś tam po drodze ewoluuje, ale ludzie są inni. To nie jest jak wybór laptopa, który ma jaki procesor, albo ile RAMu. Nie da się wybrać gorzej lub lepiej, po prostu w każdej sytuacji będzie inaczej. Po prostu trzeba próbować, na czysto z każdą osobą, bez założeń, oczekiwań, projekcji, i powoli próbować sobie odpowiedzieć na to pytanie, po pierwsze znaleźć własną odpowiedź na pytanie.

I teraz w drugą stronę. Bo myślę że masa ludzi ma ten mit w głowie i robi ten sam błąd. I faceci też. Czy nie znam dobrze tego uczucia gdy ktoś mnie wepchnąć chce w jakieś ramy, jakiś obraz kobiety idealnej? Albo próbuje zmienić wszystko co się z tą wizją nie zgadza (tak, faceci też próbują zmieniać, tylko nie mówią wprost, ale robią aluzje, uwagi, oh jakże często jadą po poczuciu własnej wartości), albo macha ręką w rozczarowaniu i odchodzi.

Przestańmy kurde to robić.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Komunikacja niewerbalna

Zabawne jak można zauważyć specyficzne gesty, zachowania, modulacje głosu u ludzi z różnych krajów.

Np Finowie, już poznaję jakiego tonu głosu używają kiedy chcą być uprzejmi, a jakiego kiedy mówią coś nieprzyjemnego. I przy tym ostatnim ten grymas twarzy, też obowiązkowo, tak po 70% wypowiedzi musi się pojawić. Odsłonięcie dolnych zębów, coś jakby oznaka zniesmaczenia, ale i wyraz takiego 'no wiem, no ale nic na to nie poradzę'. Siedziałam w samolocie i usłyszałam ten ton z głośników, i mimo że nie rozumiałam co mówił pilot wiedziałam już że nie wylądujemy. Czekałam tylko na ten grymas, i faktycznie, na koniec było słychać ten świst powietrza przez dolne zęby. A przy uprzejmości jest taki bardzo łagodny ton, miękki głos, bo zwykle mówią bardzo gardłowo, taki trochę skrzek (swoją drogą ciekawe czemu), a właśnie jak chcą być uprzejmi, albo jeszcze lepiej, okazać ciepło i pozytywność, zaczynają mówić bardziej z przepony, i jednocześnie tak miękko, to taka malutka zmiana, ale robi ogromną różnicę jak się wsłuchać. Albo to "taaak" wypowiadane na wdechu, kiedy chcą dyskretnie dać do zrozumienia że można już skończyć dyskusję, że wszystko już ustalone i w porządku, ale się spieszymy, więc już kończmy. Coś jak polskie "tak, tak".

A znowu wczoraj przez moment obserwowałam dziewczynę z Iranu, zawsze byli tu faceci, więc niesamowita była okazja porównywania z dziewczyną. Zaskoczona byłam jak dużo jest podobieństw. Cała masa małych rzeczy, jest niepewna co mówi patrzy w dół i robi taki wyraz twarzy jakby chciała powiedzieć 'oj to jest mało istotne', i lekkie kręcenie głową na boki. Pamiętam jak pierwszy raz to widziałam odebrałam tą minę i gest wyraźnie jako 'oj, nie chce mi się z tobą gadać'. ..nie pamiętam w tym momencie więcej ale dużo było tych obserwacji.

I tak myślę jak wiele jest tych małych rzeczy, które pewnie jej się wydają oczywiste że ktoś zrozumie co jedna osoba na myśli, a ktoś z innego kraju w ogóle całkiem inaczej to zinterpretuje, albo nawet nie zauważy (i to zwykle na poziomie podświadomym, gdybym nie miała nawyku obserwowania to bym tych rzeczy nie zauważyła). Nie myśli się o tym na codzień. A jeśli jest się za granica to powinno się.. brać poprawkę na to.

Niemcy, jeszcze jest jeden śmieszny gest u Niemców, jak chcą być uprzejmi i pokazać że im zależy żeby druga osoba się czuła dobrze, robią taki gest ramionami, który zawsze odbieram jako wyraz skrajnej niepewności siebie, takie skulenie się w sobie, jak uczeń w szkole co się boi że pani na niego nakrzyczy, albo co próbuje zrobić unik przed uderzeniem. Mam zawsze wtedy ochotę poklepać po plecach i powiedzieć 'ale nie bój się, jest ok, wszystko w porządku' :D musiało by to brzmieć nieźle dla drugiej osoby, tak ni z gruszki ni z pietruszki..;p

środa, 17 października 2012

Czas


Bardzo mi się podoba koncepcja że czas nie istnieje, tzn nie istnieje jako coś realnego tylko jest iluzją ludzkiego umysłu.

Słyszałam taką argumentację: skoro Bóg zna przyszłość, wie dokładnie co stanie się z każdym z nas, kto pójdzie do nieba a kto do piekła, to jak człowiek może mieć wolną wolę? Jaki sens jest starać się o zbawienie? A jeśli człowiek ma wolną wolę to jak Bóg może znać przyszłość, a skoro jej nie zna to jak może być wszechmogący?


Jeśli jestem w łazience, czy znaczy to że kuchnia nie istnieje? Nie. Jeśli jest siedemnasty października 2012, czy znaczy to że nie istnieje październik 2011? Czy znaczy to że nie istnieje październik 2013? Jeśli idę drogą, wiem jakie drzewa mijałam, ale nie wiem co będzie dalej na tej drodze - mimo to zarówno ta część drogi za mną, jak i przede mną istnieją, i to istnieją w tym samym momencie, jedyna różnica jest taka że moja uwaga może być skierowana tylko w jeden jej punkt tej drogi.

Jeśli wyobrazić sobie nas jako stworzenia żyjące na "płaszczyźnie" czasu, które w każdym momencie widzą tylko tą część płaszczyzny na której się znajdują. Co jeśli Bóg widzi całą płaszczyznę? Wtedy widzi, w każdej "chwili", co było i co będzie, po prostu widzi całokształt. Co nie znaczy że nie możemy wpływać na tą płaszczyznę. To naturalne że na nią wpływamy bo na niej żyjemy. Ale jeśli wpływamy to nie znaczy że Bóg nie wie jak ona wygląda. Po prostu widzi - co jest "po lewej a co po prawej", czyli co było i co będzie. Nie ma upływu czasu, jest tylko jeden stan, który jest w zawsze jasny i jednoznaczny, a jednocześnie zależny od nas, tych kropek.

Kolejne pytanie czym jest Bóg? Może po prostu świadomością tego całokształtu. Ale to już inny temat.


Z jakiegoś powodu czas odbieramy kompletnie inaczej niż przestrzeń - ale w zasadzie nie ma niczego co by za tym stało, poza subiektywnym odczuciem naszego umysłu. Może wszystkie chwile istnieją naraz, "w jednym momencie", co ja mówię, na pewno jest taki punkt widzenia i matematyczna interpretacja w której byłoby to prawdą. A skoro by była taka interpretacja to nie ma nic co by przemawiało za jej niższością w stosunku do  interpretacji tradycyjnej.

Eh, telepatia

Strasznie często zdarza mi się powiedzieć coś tylko w części, niedopowiedzieć, zakładając że reszta jest oczywista.

Znam dobrze ten moment oceny. Pytam siebie czy wystarczy tyle informacji co podałam: analizuję wszystkie możliwości i jeśli biorąc pod uwagę wszystko co powiedziałam, wszystko co wiem, i wiem że ta osoba wie, jeśli biorąc to pod uwagę można wydedukować tylko jedną rzecz i jest to rzecz o którą mi chodzi to zakładam że wszystko jest jasne.

No i potem powoduje to wiele nieporozumień. Bo ludzie z reguły nie dedukują ani nie analizują.

Ciekawe czy gdyby ktoś powiedział mi to samo co ja, czy bym się domyśliła czy też zrozumiałabym inaczej. Tzn czy działa to w obie strony. Bo jeśli nie to jest to po prostu moja głupota.

No ale to nie jest tak jak się może wydawać. Że mówię cokolwiek co mi przyjdzie na myśl bez dokładnego przemyślenia. Ja właśnie analizuję wszystko i staram się powiedzieć to minimum które by definiowało jednoznacznie o co mi chodzi. A brzmi to chyba jakbym mówiła cokolwiek a resztę próbowała przesłać telepatycznie.

No ale po co ta oszczędność transferu? :D Powód jest jasny... im mniej informacji tym mniejsze prawdopodobieństwo popełnienia błędu. I mniejszy wysiłek dla drugiej strony. Bo to samo robię gdy ktoś mi coś wyjaśnia. Staram się zredukować jego wypowiedź do minimum stwierdzeń określających to o co mu chodzi. Większość pytań jakie zadaję ma na celu wykrycie zależności i pokrywających się stwierdzeń, żeby nie motały. Dopiero jak już mam obraz tego minimum to zaczynam się wczytywać w treść.

Tak, bardzo często to robię, kurde nawet jak piszę, staram się nakreślić tylko punkty zaczepienia, a reszta jest do wydedukowania.. głupio jeśli ktoś nie ma tego zwyczaju.. wtedy to pewnie brzmi jak sieczka niepowiązanych i chaotycznych stwierdzeń.

poniedziałek, 8 października 2012

Podejście fizyka do programowania

Ciekawe czy jest taki termin. Na zasadzie "coś nie działa.. coś nie działa! aha! sprawdźmy JAK dokładnie nie działa". Zamiast próbować za wszelką cenę dopasować aplikację do naszego wyobrażenia pozwolić jej ewaluować i traktować jak odrębny organizm. Obserwować, próbować aplikować zmiany a potem obserwować efekty. Potem inna zmiana, inny efekt. Można też to zwać podejściem eksperymentalnym, lub podejściem na chama.

Na przykład w wersji podstawowej objawia się tendencją do używania dużej ilości System.out.printlnt() w Javie zamiast debuggera oraz przewagą odgłosów stukania klawiatury nad ciszą. Ale kto powiedział że jest to złe? Może jest to po prostu inne podejście.. jak metoda Monte Carlo jest innym podejściem do liczenia całki (hmm, a może da się też programować statystycznie w zasadzie).

Żarty żartami, ale na serio, jeśli są trzy możliwości konfiguracji i jedna będzie poprawna, to z czystego lenistwa chce się wybróbować wszystkie trzy zamiast myśleć nad tym która jest właściwa. Z jednej strony nie powinno tak być, z drugiej kto ma większe szanse na pomyłkę, ludzki rozum czy statystyka?

środa, 5 września 2012

a taka tęcza

A dlaczego właściwie spektrum widzialne zaczyna się od fioletu a kończy czerwienią, tak ze można je połączyć w głowie w krąg.. jakby taki truman show, wytapetowali nam świat naokoło..

..zaraz zaraz, przecież subiektywnie każdy inaczej widzi kolory.. a jednak każdemu się chyba wydaje że między czerwonym a fioletowym jest gładkie przejście, dlaczego? a to nie jest tak że mózg stara się stworzyć nam jedną gładką spójną całość? żeby łatwiej było żyć? czy nie pokazuje to właśnie jaką mózg potrafi nam sprzedać iluzję? czy to nie jest dobry przykład że tak samo może być z naszym "logicznym myśleniem"?

nawet jeśli nieprawdą jest że każdy widzi kolory inaczej, bo mamy taką samą budowę aparatu wzroku (chociaż chodziło mi o odbiór tych kolorów, wrażenia, ale nieważne), to i tak można powiedzieć że ewolucyjnie się wykształciło to połączenie fioletu z czerwienią, żeby nam stworzyć bezpieczny świat bez luk. A czy nie tak samo kształtowało się myślenie?

piątek, 23 marca 2012

Muzyka zagraniczna

A konkretnie śpiewana po angielsku przede wszystkim, mało jest ludzi słuchającej przebojów węgierskiej muzyki rozrywkowej, no poza Węgrami;p Muzyka zagraniczna i teksty piosenek, one zawsze bądą brzmieć pusto, bez głębszego sensu - ale to z prostego powodu, bo opisują i próbują oddać coś co jest nam obce, czego nie znamy, nie rozumiemy, bo tam nie mieszkamy, nie żyjemy tamtym życiem. Im dalszy kulturowo i geograficznie kraj, tym bardziej pusto będzie brzmieć to co muzyka chce przekazać.

Słucham Comy i myślę jakby ją odnieść do życia tutaj, no nie da się, taka muzyka by się nie przyjęła tutaj. Utwory są świetne, teksty powalają, ale tylko kogoś kto mieszka w Polsce, tylko taka osoba zrozumie o co chodzi. Albo Psychologa Happy Sadu czy Żyję w kraju Strachów na Lachy. Jak to odnieść tutaj, bez sensu. Albo przybite pół depresyjne teksty Comy, o świcie za oknem i herbacie wszeszczącej u sąsiada. Tutaj się nawet nie pije herbaty, nie pamiętam kiedy widziałam ostatnio czajnik gazowy. Gazu się nie używa. Utrata wiary, ciągła walka o sens, i sen o ocaleniu. To takie zrozumiałe w kraju gdzie człowiek się codziennie zastanawia czy będzie miał za co przeżyć kolejny miesiąc, w kutlurze gdzie narzekanie jest cechą narodową. Tutaj brzmi jak 'ej gościu masz jakiś problem lepiej idź do lekarza'. To co jest oznaką wrażliwości u nas staje się czymś nienormalnym za granicą.

Z drugiej strony muzyka może przybliżać kulturę kraju. Ale to zawsze już co innego, przybliżać niż być..

wtorek, 20 marca 2012

University Research

Research to brzmi dumnie.. Nowe technologie rozwijane na uniwersytetach, innowacyjne podejście, finansowanie nowych projektów, eksperymenty..

Detekcja ruchów gałki ocznej neurochirurga przy pomocy podczerwieni w celu eliminacji potencjalnych błędów lekarskich. Pięknie, brzmi imponująco. Bardzo to muszą być mądrzy ludzie którzy wiedzą co robią, i na pewno wynaleźli by masę rewelacyjnych rzeczy gdyby tylko dostali więcej pieniędzy..

..ale prawda jest taka że, przynajmniej tutaj, najczęściej to jest jedna wielka ściema. Im lepiej brzmi temat badań tym większe robi wrażenie. I nic poza tym. Najczęściej idea jest na poziomie "ciekawe jak zmieni się trajektoria ruchu siekiery drwala jeśli zaczniemy uderzać w jego głowę kamieniem o wadze między 0.5kg-1kg". Programiści pracujący w projektach na uniwersytecie nie mają często żadnego doświadczenia. I wcale go nie zdobywają - bo nikt od ich kodu nie wymaga efektywności ani jakości, jakiekolwiek wyniki osiągną będą one dobre - to jest w końcu wynik badań, więc jakaś informacja, wnosząca coś do puli wiedzy naukowej ludzkości. Zresztą ci co ich nadzorują też się sami niewielu praktycznych rzeczy na uniwerku nauczyli i koło się zamyka. Nie ma rynku który by dyktował wymagania, nie ma tej selekcji naturalnej.

Czasem problem jest naprawdę skomplikowany. Ale pełni naiwnego optymizmu zaczynają badania. I nagle ojoj, okazuje się że faktycznie sprawa jest przegrana, podejście obrane złe, i wszystko nie ma większego sensu. Ale zaczęliśmy, dostajemy finansowanie, więc idziemy w to dalej, co.. Więc co zrobimy, uprościmy problem. Narzucimy jakieś warunki które nie mają praktycznie szans wystąpić w rzeczywistości, i dla tej hipotetycznej wymyślonej sytuacji będziemy prowadzić badania przez kolejne dwa lata, musimy tylko pamiętać by prezentując temat przemilczeć na ile się da te założenia.

Niekoniecznie są to ludzie super inteligentni. Czasem są to skrajni idealiści mający niemożliwe pomysły których nie chcą skonfrontować z rzeczywistością. Albo osoby które potrafią bardzo przekonująco lać wodę, zapewniać o czymś o czym nie mają pojęcia. Albo osoby mające wysokie mniemanie o sobie, manię wielkości, którzy na uniwersytecie mogą stworzyć sobie tą iluzję bycia kimś lepszym i robienia czegoś więcej. Albo po prostu ludzie sprytni którzy znaleźli idealne rozwiązanie by móc się obijać w pracy przez resztę życia.

Detekcja ruchów gałki ocznej w neurochirurgii.. testowałam to urządzenie na sobie, było w stanie rozpoznać gdzie patrzę z dokładnością do 5cm. 5cm i neurochirurgia?! Ja nie wiem co oni mierzą, równie dobrze mogliby wróżyć z fusów.

Detekcja środowiska w którym znajduje się użytkownik telefonu komórkowego na podstawie próbek audio z mikrofonu telefonu. Porównanie baru, pociągu, atobusu i biura. Z jakiegoś powodu biuro było najłatwiejsze do rozpoznania. Rzeczywiście, rozpoznanie ciszy okazało się łatwiejsze niż odróżnienie odgłosu silnika samochodu od trajkotu torów, czy muzyki techno, dziwne..

Takie mam wrażenia przed podjęciem decyzji czy robić doktorat. Chyba już znam odpowiedź na moje pytanie.

sobota, 17 marca 2012

Religia..

Aha, miałam się tu rozpisać i nie wyszło, zajęłam się czymś innym. Ale napiszę teraz..

Kiedyś myślałam że osoba która jest ateistą.. to jakiś straszliwy twór. Albo nieszczęśliwy człowiek który był tak od początku wychowany i biedny że nie wie jak żyć, albo potępienia godny zdrajca co wyrzekł się religii dla marnych przyjemności, przykrywając prawdziwy powód "zdrowym rozsądkiem".

Okej, potem trochę ochłonęłam, zrozumiałam że po pierwsze nikt nie ma autorytetu mówić jak należy żyć, że każdy ma prawo wyboru, że wszystko jest na dobrą sprawę subiektywne, i w zasadzie niech sobie każdy żyje jak chce i robi co chce. I wcale człowiek niewierzący nie musi zachowywać się gorzej od wierzącego, i wcale nie musi być mniej szczęśliwy czy bardziej egoistyczny. I tak z punktu widzenia religii jestem odpowiedzialna tylko i wyłącznie za swoje zbawienie, przynajmniej religii katolickiej.

Ale nadal myślałam że wychowanie bez Boga, bez religii, szczególnie jakiejkolwiek religii, to brak wzorców moralnych, brak kręgosłupa moralnego, taki człowiek nie wie co jest dobre co złe, żyje bez żadnych kompletnie zasad, kierują nim tylko jego prymitywne popędy, całe jego zachowanie jest na poziomie zachowania zwierząt.

Jestem teraz w śmiesznym momencie bo dokładnie pomiędzy religią i jej brakiem, widzę co jest po jednej i po drugiej stronie.

Otóż sobie uświadomiłam że ten przedostatni akapit to jest całkiem nieprawda. To jest to co się słyszy w kościele i na lekcji religii, coś co wydaje się logicznie, szczególnie jak zna się tylko osoby co jadą na tym samym wózku. Ale wcale nieprawda że osoba nie wierząca nie sumienia, nie wie co dobre co złe, nie ma poczucia moralności.

Wręcz przeciwnie. Taki kręgosłup moralny może być właśnie lepszy jakościowo bo wynika z własnych przekonań i własnej wolnej woli. Kręgosłup moralny ukształtowany przez religię jest z definicji zewnątrzsterowany. Przez księdza, przez biblię, przez kościół, przykazania, itd. Religia wyklucza samodzielne myślenie. Samodzielne myślenie jest równoważne jednymu z wypaczeń wiary, interpretacji religii na swój sposób. Przed tym się przestrzega ludzi wierzących. Stąd właśnie te zarzuty że ludzie religijni nie potrafią myśleć samodzielnie. Oni nie dlatego nie myślą samodzielnie bo są głupi. Ale dlatego bo to jest właśnie główny mechanizm działania religii, dla nich to nie jest samodzielne myślenie tylko wywyższanie się, bluźnierstwo, grzech. I jakże niebezpieczne jest to zewnątrzsterowanie, po pierwsze umożliwia manipulację, po drugie wytwarza w człowieku taki stosunek braku odpowiedzialności za rzeczywistość którą tworzy. Takie lenistwo, pasywność moralną. To właśnie generuje wypaczenia moralności, i staje się całkiem odwrotnie niż było zamierzone.

wtorek, 7 lutego 2012

Polska

Jak byłam mała (ten czas rozmyślań na początku podstawówki) często myślałam jakiego to ja mam pecha że urodziłam się w takim durnym kraju. Że jesteśmy we wszystkim najgorsi, zawsze dostajemy po dupie, a do tego wmawiają nam że powinniśmy się cieszyć, totalna obłuda. Oczywiście zawsze mogło być gorzej, mogłam głodować w Afryce albo coś..

Potem o tamtych rozmyślaniach myślałam z uśmiechem jaka ja byłam mała i głupia, jasne że zawsze się ma takie wrażenie że u sąsiada trawa bardziej zielona.

Potem wysnułam nawet teorię, widząc zachowanie świadczące o podobnych odczuciach u innych Polaków za granicą że my Polacy to mamy w ogóle jakiś kulturowo ugruntowany kompleks niższości, że to chyba historycznie myślimy że jesteśmy najgorsi, albo jednymi z najgorszych.. i że powinniśmy to zmienić, kurde jak Chinka mi mówi że chciała zwiedzać Polskę ale jej koleżanka Polka powiedziała żeby lepiej tam nie jechać i że nic tam ciekawego nie ma.. no nie powiem jakoś w środku też mam to przekonanie.. i myślałam że trzeba to zmienić, jakoś tą naszą świadomość narodową.

A teraz, teraz wracam do tej pierwszej opinii, to wcale nie jest przekonanie, wrażenie, kompleks, to jest fakt, Polska to totalnie powalony kraj. Smutne jest to że tworzą ją ludzie czyli my Polacy. Im jestem dalej (emocjonalnie, myślowo, nie fizycznie) stamtąd tym bardziej widzę jeden wielki absurd zamiast Ojczyzny. Nie mówiąc jaką mamy opinię za granicą.

Już nawet pomijając politykę. To jest wszędzie, absurd jest wszędzie, w durnych zachowaniach, kulturze, stereotypach, ustawiczne utrudnianie sobie życia poprzez próby zaspokojenia potrzeby udowodnienia innym że się coś znaczy, po trupach do celu. Model rodziny, model związku, teraz sobie myślę jakie to wszystko w co gra dwoje ludzi będących ze sobą jest absurdalne czasami. I wszystko przechodzi z pokolenia na pokolenie. Ewoluuje jakoś w tym dziwnym splocie obrony honoru i aprobaty męczeństwa.. to jak taki kłębek poplątanych nici, i w miarę upływu czasu te sznurki się tylko zacieśniają..

I to nie jest normalne. Nie mówię o bezpieczeństwie materialnym, bo z tym to się można od razu pożegnać, ale emocjonalnym. Przez te chore wzorce bycie razem staje się udręką, związki są budowane na zasadzie męczennica-oprawca, alkoholizm, przemoc, przecież w mniejszych wioskach to norma, jeśli gdzieś bym spotkała kolegę którego ojciec nie pije to bym od razu założyła że pewnie dlatego że nie żyje albo ciężko choruje. Przecież to nie jest normalne!

I to wszystko co zaczyna do mnie docierać teraz to podejrzewam tylko wierzchołek góry lodowej. Ciężko to zauważyć będąc w tym, sama na pewno mam w głowie kupę przekonań które mnie ograniczają.

Jedno główne przekonanie jakie mamy to to że bycie szczęśliwym to nie dla mnie. Odniesienie sukcesu, zabawa, taki scenariusz że wszystko się udaje, nie, no gdzie, to niemożliwe. Musi być bieda, wiązanie końca z końcem, użeranie się z bliskimi, takie życie.

Takie nie jest życie, takie jest życie w Polsce aby :( mamy to tak głęboko wbite do łba że nawet nie aspirujemy do niczego więcej niż to życie na folwarku.