Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Umysł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Umysł. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 sierpnia 2013

I just understood how sytenestesis works. Eg. some colour causes certain mood and some music causes the same mood. The brain is able to connect facts in a kind of reverse way. And that is why while hearing music I see the colour. And that is why I often connect facts that someone would not think of.

And that also makes sense why I prefer the top down level approach to thinking, and also that often ask question in a http://en.wikipedia.org/wiki/Reductio_ad_absurdum manner. Which makes people confused.

niedziela, 11 sierpnia 2013

niedziela, 11 listopada 2012

Monologi ewoluują do dialogów

- sory nie widziałam wiadomości bo spałam
- aha, a czy chciałabyś spać dłużej?
- nie, spoko, obudziłam się zanim zadzwoniłeś.
- okej, bo dostałem twoją informację zwrotną na temat naszej ostatniej rozmowy, czy miałabyś ochotę więcej porozmawiać na ten temat?
- tak, możemy porozmawiać, moglibyśmy się spotkać np.
- spotkać?! ale kiedy, masz na myśli teraz w tej chwili czy później?
- no później, teraz to ja dopiero wstałam
- no tak, ma to sens, spotkać się byłoby taniej na przykład. ale może być tak że później zmieni się nastrój i nie będziemy mieć ochoty się spotkać.. ale to jak, czyli ogólnie wolisz się spotkać niż rozmawiać przez telefon, dobrze rozumiem?
- no tak, wydaje mi się że się łatwiej rozmawia wtedy. no ale kiedy ci pasuje, jak dla mnie to dzisiaj, np dziś po południu może być
- okej, ale wiesz, nie chciałbym teraz ustalać niczego, może lepiej byłoby to uzależnić do od nastroju i jego zmian w najbliższym czasie. to może zobaczymy później dzisiaj i zadzwonisz albo ja zadzwonię, okej?
- no okej..
- no to cześć
- no cześć..

Rozwalają mnie ci ludzie. Nie wiem, ale jest pewien typ ludzi który ma tego typu myślenie. Jedni mają silniej, inni słabiej, jedni się lepiej adaptują do społeczeństwa inni gorzej. Nie chodzi mi o treść jego wypowiedzi ale o sposób ich wyrażania. Rozwala mnie to bo sama to mam:D I dobrze rozumiem jak to działa od środka. Jednocześnie jest to takie zabawne obserwować to z zewnątrz. Taki człowiek jest kompletnie zagubiony w świecie gdzie wiele rzeczy się "rozumie samo przez się", "tak się robi", "wszyscy wiedzą o co chodzi", właśnie nie, te osoby nie wiedzą o co chodzi ani jak wypada a jak nie wypada, co mówić co ukryć, co zasłonić uprzejmym kłamstwem. Nie dlatego że są głupi, jak inni często komentują. Nie dlatego że są po prostu dziwni, jest dużo spójności w ich zachowaniu. Nie umieją rozmawiać o pogodzie. Nie dlatego że są ignorantami, po prostu nie widzą w tym celu. Szukają definicji, schematu, zasady działania. I nie mogą jej znaleźć w świecie ludzkich interakcji, bo w tym świecie takiej zasady nie ma. Lewa półkula dominuje prawą. Logika ponad wyczuciem, szczegół ponad ogółem. Matematycy są często takimi ludźmi w sumie. Inteligencja IQ przewyższa drastycznie inteligencję emocjonalną. Czasem spotyka się osoby które mają tylko lekko rozwinięte, albo nauczyły się żyć z tym, i wtedy na pierwszy rzut oka nie widać. Ale nawinie się jakieś zdanie, jakaś wypowiedź, jakiś żart, i w lot już wiadomo że 'to swój'. Naprawdę. To bardzo pozytywne gdy u kogoś to myślenie zauważę. Hmm ciekawa rzecz że zwykle są to faceci, nie przypominam sobie dziewczyny u której bym to zauważyła.

Obserwowałam go ostatnio na imprezie firmowej. Przyszedł bo musiał. Ale jest poprawa. Duża. Rozmawiał z ludźmi, a oni słuchali jego z zainteresowaniem. Machał rękami jak mówił. Uśmiechał się. Patrzył w oczy. Rozmawiał i ze mną. Zadawał pytania, chciał się dowiedzieć "jak ja to widzę", "co o tym myślę", "czy mam jakieś ciekawe przemyślenia na ten temat". O wiele lepiej niż ostatnim razem kiedy musiałam wysłuchiwać monologu przez godzinę i graniczyło z cudem jeśli udało mi się wtrącić coś od siebie. I kolejna rzecz to to że zaczął obserwować swojego rozmówcę, bo nawet zauważył gdy byłam zmęczona rozmową, i już miałam zamiar wtrącić że idę gdzie indziej, bo właśnie wtedy spytał 'czy mogłabym teraz dokonać ewaluacji tej rozmowy, czy była ona ciekawa, czy może mam już dość i chciałabym ją zakończyć'. Bardzo, bardzo to budujące uczucie poczuć się rozmówcą a nie tylko odbiorcą :)

środa, 17 października 2012

Czas


Bardzo mi się podoba koncepcja że czas nie istnieje, tzn nie istnieje jako coś realnego tylko jest iluzją ludzkiego umysłu.

Słyszałam taką argumentację: skoro Bóg zna przyszłość, wie dokładnie co stanie się z każdym z nas, kto pójdzie do nieba a kto do piekła, to jak człowiek może mieć wolną wolę? Jaki sens jest starać się o zbawienie? A jeśli człowiek ma wolną wolę to jak Bóg może znać przyszłość, a skoro jej nie zna to jak może być wszechmogący?


Jeśli jestem w łazience, czy znaczy to że kuchnia nie istnieje? Nie. Jeśli jest siedemnasty października 2012, czy znaczy to że nie istnieje październik 2011? Czy znaczy to że nie istnieje październik 2013? Jeśli idę drogą, wiem jakie drzewa mijałam, ale nie wiem co będzie dalej na tej drodze - mimo to zarówno ta część drogi za mną, jak i przede mną istnieją, i to istnieją w tym samym momencie, jedyna różnica jest taka że moja uwaga może być skierowana tylko w jeden jej punkt tej drogi.

Jeśli wyobrazić sobie nas jako stworzenia żyjące na "płaszczyźnie" czasu, które w każdym momencie widzą tylko tą część płaszczyzny na której się znajdują. Co jeśli Bóg widzi całą płaszczyznę? Wtedy widzi, w każdej "chwili", co było i co będzie, po prostu widzi całokształt. Co nie znaczy że nie możemy wpływać na tą płaszczyznę. To naturalne że na nią wpływamy bo na niej żyjemy. Ale jeśli wpływamy to nie znaczy że Bóg nie wie jak ona wygląda. Po prostu widzi - co jest "po lewej a co po prawej", czyli co było i co będzie. Nie ma upływu czasu, jest tylko jeden stan, który jest w zawsze jasny i jednoznaczny, a jednocześnie zależny od nas, tych kropek.

Kolejne pytanie czym jest Bóg? Może po prostu świadomością tego całokształtu. Ale to już inny temat.


Z jakiegoś powodu czas odbieramy kompletnie inaczej niż przestrzeń - ale w zasadzie nie ma niczego co by za tym stało, poza subiektywnym odczuciem naszego umysłu. Może wszystkie chwile istnieją naraz, "w jednym momencie", co ja mówię, na pewno jest taki punkt widzenia i matematyczna interpretacja w której byłoby to prawdą. A skoro by była taka interpretacja to nie ma nic co by przemawiało za jej niższością w stosunku do  interpretacji tradycyjnej.

wtorek, 11 września 2012

CIMST Summer School

Jakoś się tak zdarza w moim życiu że często wmiksowuję się w jakieś środowisko totalnie z innej beczki i próbuję się wtopić w tłum, poczuć jak to jest być jedną z tych osób.. teraz na tapecie mam osoby co się zajmują biotechnologią, medycyną, technologią chemiczną, nanofizyką, itd. Widzę różnicę, może to i przez to że jest to uniwersytet o wiele lepszy, no i te badania co ci ludzie tutaj prowadzą, to naprawdę są rzeczy sensowne, i które zostają wykorzystane, nie jakaś sztuka dla sztuki, pic na wodę. Mogę więc teraz odszczekać swojego posta "Research to brzmi dumnie", bo tutaj naprawdę są ludzie którzy wiedzą co robią i robią rzeczy naprawdę kosmiczne. Fajnie, odzyskałam wiarę w naukę. I robienie PhD :)

Obserwacja nr 1, osoby te naprawdę pasjonują się nauką, gadają o tym nawet na piwie i na imprezie. Inaczej niż w środowisku informatyków, gdzie jak tylko skończy się obowiązek jest tylko jedno pragnienie: wyłączyć mózg :P Ale jednocześnie są to osoby inteligentne, mają własne zdanie i samodzielne myślenie. Nawet ci "nietechniczni". Średnio też u nich z socjalizacją. Są mili, nie jacyś sztywniacy, ale po zajęciach raczej pójdą wcześniej spać żeby się wyspać niż na rundkę po barach. Ciekawe.

Obserwacja nr 2, dziewczyny: nie znam się wprawdzie, ale powiedziałabym że są to w większości osoby atrakcyjne (jest to środowisko mieszane z różnych krajów, więc nie ma biasu pod tym względem). Jest taki stereotyp, że jak jest dziewczyna co się zajmuje jakimiś naukami ścisłymi, to pewnie jest albo szkaradna albo wygląda jak facet (co w sumie na jedno wychodzi). Patrząc tu wcale bym tak nie powiedziała. Zresztą faceci też są niczego sobie. Na dodatek wśród studentów informatyki dziewczyny wcale nie są mniejszością.

Robimy rzeczy o jakich nigdy bym nie pomyślała że będę mieć okazję. Skanować swój mózg w fMRI robiąc eskperymenty jakie mi tylko przyjdą do głowy. Albo dzisiaj obrazowanie myszy przy pomocy substancji radioaktywnych. Chodzenie po tych wszystkich labolatoriach chemicznych, nanorobotyka, wszystko można zobaczyć, spytać jak działa, porozmawiać tak na luzie. Nanoroboty co będą wstrzykiwane do organizmu i będą przeprowadzać operację od środka, ulepszanie badania rentgenowskiego żeby nie było tak szkodliwe dla zdrowia, modele 3D mózgu, neuronów, naczyń krwionośnych, pojedynczych komórek, wizualizacja prędkości przepływu krwi w organiźmie.. komos. Do tego wykłady z teorii, tzn jak to wszystko działa, od podstaw, od fizyki i chemii po wynikowe obrazy i dane. I jeszcze komputerowe przetwarzanie obrazów, stochastyczne modelowanie przebiegu procesów biologicznych. Może nie nadążam na razie za wszystkim ale nabieram ogólnego pojęcia co by mnie mogło interesować w przyszłości..

środa, 5 września 2012

a taka tęcza

A dlaczego właściwie spektrum widzialne zaczyna się od fioletu a kończy czerwienią, tak ze można je połączyć w głowie w krąg.. jakby taki truman show, wytapetowali nam świat naokoło..

..zaraz zaraz, przecież subiektywnie każdy inaczej widzi kolory.. a jednak każdemu się chyba wydaje że między czerwonym a fioletowym jest gładkie przejście, dlaczego? a to nie jest tak że mózg stara się stworzyć nam jedną gładką spójną całość? żeby łatwiej było żyć? czy nie pokazuje to właśnie jaką mózg potrafi nam sprzedać iluzję? czy to nie jest dobry przykład że tak samo może być z naszym "logicznym myśleniem"?

nawet jeśli nieprawdą jest że każdy widzi kolory inaczej, bo mamy taką samą budowę aparatu wzroku (chociaż chodziło mi o odbiór tych kolorów, wrażenia, ale nieważne), to i tak można powiedzieć że ewolucyjnie się wykształciło to połączenie fioletu z czerwienią, żeby nam stworzyć bezpieczny świat bez luk. A czy nie tak samo kształtowało się myślenie?

środa, 11 lipca 2012

Dan Siegel i Mindsight

Czytam tą książkę i szczena mi opada. Jaka szkoda że nie trafiło mi w ręce coś takiego wcześniej. Jaka szkoda że nie poszłam na inne studia i sama nie byłam częścią wyciągania tych wniosków..

Odpowiada na wszystkie moje pytania "dlaczego" na temat procesu myślenia. Dokładnie od deski do deski wyjaśnia jak działa mózg. Jak działają wspomnienia, uczucia, emocje, co się dzieje gdy człowiek jest w afekcie, jak działa mechanizm traumy, dlaczego niektórzy ludzie są na maksa skupieni na faktach i nie potrafią okazać empatii, a niektórzy zmieniają zdanie co pięć minut i nie pamiętają co mówili wcześniej. Dlaczego po alkoholu są zaniki pamięci, dlaczego wystarczy się raz nauczyć jazdy na rowerze żeby już zawsze umieć na nim jeździć.

Uzasadnia wiele obserwacji które sama poczyniłam na sobie. Obala mity które i mi wydawały się mitami. Wyjaśnia i nawet uzasadnia naukowo niektóre wierzenia i ludowe mądrości. Wyjaśnia jak działa medytacja, jak działa sen. Łączy odległe zagadnienia w jedną spójną i logiczną całość, co prawda z pewnymi lukami gdzie jeszcze nie wiemy pewnych rzeczy, ale to tylko dodaje wiarygodności.. Jej. Po prostu jedno wielkie A-ha!

Na przykład przeczytałam dlaczego proces nauki przebiega o wiele bardziej efektywnie gdy występuje jednocześnie z emocjonalnym zaangażowaniem. Dlaczego osoby mające słabą świadomość swojego ciała mają zwykle niską zdolność empatii. Dlaczego mówi się że charakter się stabilizuje w wieku około 25 lat, że następuje wtedy genetycznie zaprogramowany proces specjalizacji - odcinania neuronów które były najmniej używane. Zostało potwierdzone to co mi się wydawało, że wszystkiego można się nauczyć, nie ma tak że jeśli ktoś jest słaby z matmy to po prostu jest i trudno, wszystko można odkręcić. Że lepiej jest myśleć! myśleć o swoim myśleniu i uciekanie od nieprzyjemnych myśli prowadzi donikąd. Że w przypływie paniki najlepszą strategią jest maksymalne wczucie się w nią. Że regularna aktywność fizyczna polepsza zdolności umysłowe. Że dziecko pamięta nieświadomie rzeczy sprzed swojego poczęcia i nawet to czego nie pamiętamy ma na nas wpływ. Że intuicja jest czymś realnym. Że system nerwowy jest nie tylko w głowie ale całym ciele, również sercu. Że odczuwanie bólu w sercu gdy ktoś bliski nas rani emocjonalnie jest całkowicie fizjologicznie wytłumaczalne, to nie jest żadna autosugestia. Że umysł potrafi odcinać wspomnienia albo myśli na podstawie tylko naszej stanowczej decyzji. Że nawet jeśli odetniemy uczucia to one nadal są i zachowujemy się zgodnie z nimi, choć nie zdając sobie sprawy. Że strategią radzenia sobie z traumatycznymi doświadczeniami jest przemyślenie ich a nie uciekanie. Wymyślenie sobie bezpiecznego i przyjemnego miejsca w którym zawsze można się schować w myślach. Dlaczego regularne skupianie się na oddechu pomaga w uzyskaniu spokoju umysłu, i co dokładnie to sprawia. Jak na mózg działają techniki relaksacji polegające na wyobrażaniu sobie swojego ciała od wewnątrz. Tyle informacji..

piątek, 27 stycznia 2012

Wczoraj kolejna rozmowa z osobą od monologów. Okej, coś się w końcu we mnie ruszyło, zaczęłam myśleć, zadawać sobie pytania, chyba to wpływa na mnie pozytywnie.. trochę się zaczęłam budzić z tego pracoholicznego ciągu ostatniego roku.. Bo tak fajnie pogadać z kimś kto ma mnóstwo czasu na wszystko, całymi nie robi nic innego tylko sobie rozmyśla. To daje taką inną perspektywę.

Zadaje niewygodne pytania, porusza niewygodne tematy, ale nie po to żeby wszystkich zatkało, sam sobie te pytania zadaje, i próbuje odpowiedzieć na nie. Kurczę, wybiera naprawdę trudną drogę, tak generalnie w życiu. Staram się zrozumieć tego człowieka, już powoli zaczynam momentami łapać jego tok myślenia, rozwalił mnie wczoraj totalnie kilka razy przy czym gdybym to usłyszała wcześniej to bym w życiu nie zczaiła o co chodzi, pomyślałabym że coś bredzi. No i zauważyłam że poza tym że przerażał mnie zawsze tymi monologami i przemyśleniami to jest poza tym całkiem normalnym chłopakiem, nawet ostatnio udaje mi się prowadzić z nim rozmowę zamiast tylko słuchać monologów, które były bardzo męczące nawiasem.

Tak sobie dzisiaj pomyślałam chyba to wynika że jego umysł musi bardzo łatwo kojarzyć ze sobą odległe tematy. Generalnie jest to cecha niewielu ludzi, większość ludzi ma tą mapę skojarzeń dość rzadką i połączone są tylko elementy leżące blisko siebie. Ale im więcej skojarzeń, im bardziej odległe, im bardziej abstrakcyjny poziom myślenia, tym to musi być bardziej rozpraszające, pojawia się setki tematów do przemyśleń i człowiek zaczyna tonąć w tym wszystkim. To wyjaśnia czemu większość ludzi ma ten zakres kojarzenia ograniczony, łatwiej jest funkcjonować wtedy.. i to skakanie z tematu na temat, z początku wydawało się całkiem losowe i nieprzewidywalne, teraz zaczynam widzieć te połączenia, no faktycznie.. no ale rozwala, nie powiem.

sobota, 10 grudnia 2011

A może trzeba sobie pozwolić oszaleć..

A może trzeba sobie pozwolić oszaleć żeby zobaczyć prawdziwy świat?

Ciągle trapi mnie taka myśl, że jako ludzie jesteśmy tylko zwierzaczkami.. reagujemy przewidywalnie, kształtuje nas społeczeństwo, podlegamy statystyce, logika i czas to tylko złudzenia naszego umysłu. "Jak stanie mi się coś dobrego to się cieszę, jak coś złego to rozpaczam, i generalnie staram się jak najmniej robić a najwięcej otrzymać." Można całe życie przeżyć tylko na takich prymitywnych odruchach, czym to życie się różni od życia chomika?

Gdzieś przeczytałam że cierpienie to dla wielu ludzi jedyny rodzaj rozwoju duchowego jaki w życiu doświadczą. Pomijając fakt że nie za bardzo rozumiem co to dokładnie jest rozwój duchowy.. albo duchowość..

Wracając do tematu, może właśnie szaleństwo jest pewnego rodzaju bramą do niewypaczonego patrzenia na świat? Kiedy się już jest poza wszelkimi normami. Albo na moment przed popełnieniem samobójstwa, kiedy człowiek pożegna się już ze wszystkim, nic już nie powinno mieć nad nim władzy. Bardzo jestem uczulona na zwroty "jak to wygląda", "ale głupio tak", "tak się nie powinno robić", to wszystko ma taką wartość jak zeszłoroczne liście. To co w jednym kraju jest szczytem chamstwa może być oznaką szacunku w innym. To co dziś jest nie do przyjęcia może kiedyś być na porządku dziennym. Definicja normalności jest relatywna, definicja tego co dobre i złe też jest relatywna. Moralność jest relatywna. Nie ma obiektywnej prawdy, przynajmniej nie w takim sensie w jakim ją rozumiemy. Pożegnanie się z tym wszystkim co trzyma nas w ramach norm, ustaleń, tego schematycznego myślenia jest równoważne szaleństwu. Ale czy nie jest to naturalne postępowanie dla kogoś kto zrozumiał jak jego myślenie jest ograniczone przez bycie ,,normalnym''?

wtorek, 6 grudnia 2011

Incepcja, lepsze niż w kinie

Nocowanie w biurze z wysłuchiwaniem przez sen czy a ktoś idzie, b czy alarm się czasem sam nie włączył. Budziłam się z 5 razy, i tylko ostatni raz naprawdę. Za każdym razem myślałam że to już naprawdę i opowiadałam jaki miałam sen, a potem się znowu budziłam. Za każdym razem w innym łóżku ale zawsze miałam to nieodparte wrażenie że znam to miejsce i przecież oczywiste że tu się budzę, bo tu szłam spać. Teraz mam tylko mętne wrażenie że było zamotanie i ciekawie, prawie nic nie pamiętam, z wyjątkiem pierwszego przebudzenia, to było kiedy w śnie sobie zdałam sprawę że śpię, a że był to trochę koszmarowy sen to uznałam że się budzę.

Z tego snu pamiętam że w nim się obudziłam (oczywiście;p), i drzwi do łazienki obok zaczęły się same otwierać na oścież i zamykać, i tak dwa razy, metr ode mnie, myślałam że wykituję ze strachu próbując sobie wytłumaczyć że to normalne, bo, nie wiem wiatr wieje, albo bo zawsze tak jest z tymi drzwiami, aż wybiegłam z łóżka, i widziałam drugi pokój przez ścianę, i półprzeźroczyste dwie tancerki w niebieskich ubraniach i jakiś gość niegadatliwy w środku, tak wrzeszcząc wybiegłam do nich, i zdałam sobie sprawę że wcale nie krzyczę bo nie mogę, i zdałam sobie sprawę że przeszłam przez ścianę a tancerki mnie nie widzą, i że próbuję krzyczeć do tego gościa a nie mogę, a na nim to nie robi wrażenia mimo że mnie widzi, i pomyślałam że to sen. I jakoś się obudziłam.. jedna rzecz mnie martwi, i zastanawia, już kiedyś miałam taki sen jak z drzwiami, z firanką. Też dwa razy, ten sam ruch, ten sam klimat snu.. a potem coś się stało. Dlatego chciałam ten sen zapamiętać.